PL EN

Jerzy Illg

fot. Joanna Gromek-Illg

Jerzy Illg

Mój Znak

posłuchaj
Czyta Jerzy Illg.
przeczytaj

Jeszcze długo po śmierci Czesława Miłosza, ilekroć zdarzało mi się przejeżdżać ulicą Dietla, ogarniało mnie poczucie absolutnej pewności, że jeślibym skręcił teraz w Sebastiana, następnie w Bogusławskiego, wspiął się na pierwsze piętro i zadzwonił, usłyszałbym znajomy stuk laski, drzwi otworzyłyby się, a tubalny głos zadałby sakramentalne pytanie: „Panie Jerzy, czego się dziś napijemy?” Nie zliczyłbym wieczorów spędzonych z Miłoszem, najczęściej w towarzystwie różnej objętości, kształtu i koloru butelek w gabinecie lub salonie, nierzadko także w kuchni. Z czasem szczegóły naszych rozmów zacierają się niestety w pamięci – niezmienne pozostaje tylko wrażenie ich intensywności i „istotności”. Jedna wszakże klatka tego filmu zatrzymuje się na ekranie pamięci w sposób szczególny. Pewnej nocy, po kilku wódeczkach wypitych przy kuchennym stole, pan Czesław zaskoczył mnie niecodzienną prośbą: „Panie Jerzy, niech pan mi poradzi, gdzie ja powinienem być pochowany. Rozważam różne możliwości i ciekaw jestem, co pan o tym sądzi”. Żeby dodać sobie odwagi, poprosiłem o napełnienie kieliszka i zaczęliśmy rozpatrywać różne wysuwane przez niego warianty. Na początku wykluczyliśmy Sopot, gdzie leży jego matka („Panie Czesławie, to był przecież zupełny przypadek, że w czasie repatriacji w 1945 zaraziła się tyfusem i pochowana została akurat tam”). Potem starałem się mu wyperswadować Berkeley, gdzie mógł być pochowany obok pierwszej żony Janiny („Tyle lat czuł się pan tak przeraźliwie samotny w tej Kalifornii. Nie chciał pan już przecież tam wracać i teraz miałby pan tam zostać?”). Wilno właściwie sam uznał za niemożliwe („Kto miałby tam panu zapalić świeczkę na Wszystkich Świętych?” – zapytałem, żeby utwierdzić go w słusznej decyzji). Zaproponowałem stary, zielony cmentarzyk na łagodnym stoku Salwatora, na który go namawiałem ze względu na piękne widoki i dobre towarzystwo, m.in. przyjaciół-krytyków i artystów: Kazimierza Wyki i Jerzego Kwiatkowskiego (teraz, kiedy piszę te słowa, dołączył do tego grona najbliższy mu Jan Błoński). Kiedyś, wracając ze spaceru na Kopiec Kościuszki, zaszliśmy na zielony cmentarz. Miłosz długo stał nad ich grobami wśród wysokich drzew.

Bronek Maj, mistrz czarnego humoru, potrafiący najpoważniejszą rzecz obrócić
w pure nonsense, gdy mu opowiedziałem o tej niesamowitej nocy, popatrzył na mnie z politowaniem: „Ty niedomyślny głupcze! Przecież pytając cię o swój pochówek, on chciał usłyszeć jedną odpowiedź: ‘Tylko królewskie groby na Wawelu są miejscem odpowiednim dla pana, panie Czesławie’. Trzeba mu było powiedzieć: >>Są pewne widoki, to da się załatwić, ale do dwóch tygodni musiałby pan być gotów<< ”.

  To zabawne, że nie rozpatrywaliśmy wtedy w ogóle Krypty Zasłużonych w kościele na Skałce, gdzie ostatecznie – po gorszących awanturach i protestach polskich nacjonalistów, szowinistów i zwyczajnych głupców – spoczął. Osobiście jestem przekonany, że to miejsce spoczynku niefortunne i przejściowe. W żarcie Bronka Maja ukryta była głęboka prawda: jedyne miejsce godne Miłosza to krypta w katedrze na Wawelu, gdzie obok polskich królów spoczywają królom równi Mickiewicz i Słowacki – najwięksi polscy poeci. Jestem pewien, iż złożenie obok nich Miłosza przyjęliby oni jako oczywisty akt dziejowej sprawiedliwości. Bez wątpienia kiedyś tak się stanie.

 

zwiń

Jerzy Illg

(1950-) – publicysta, krytyk literacki, od lat pełni funkcję redaktora naczelnego w Społecznym Instytucie Wydawniczym Znak. Niezwykle ważna postać krakowskiego życia literackiego. Przyjaźnił się z Czesławem Miłoszem, z którym wypił niejedną szklaneczkę whisky. W 2009 wydał książkę „Mój znak”, gdzie wątki autobiograficzne przeplatają się z historią polskiej kultury XX wieku. Opisuje w niej swoje życie i pracę w wydawnictwie, ale także tworzy niezwykle barwne portrety swoich znajomych – Wisławy Szymborskiej, Bronisława Maja, Ryszarda Kapuścińskiego czy Leszka Kołakowskiego. (ms)

 

zobacz na mapie
Mapa
< przejdź do strony głównej