PL EN

Joanna Lech

Joanna Lech

Sztuczki

posłuchaj

Czyta: Katarzyna Gorgoń-Bozik

przeczytaj

Joanna Lech, „Sztuczki”


Odkąd przestaliśmy być dziećmi, staliśmy się dorośli. Nie było niczego pomiędzy; tylko skok w wielkie, czarne jezioro, bez ostrzeżenia, bez żadnej rozgrzewki. A przecież myśleliśmy, że będziemy żyć wiecznie, że zawsze już tu będziemy, w tym słońcu i pod tym niebem, że jesteśmy niewidzialni i leciutcy jak chmury, że możemy wszystko. Ale to właśnie skończyło się pierwsze, szybciej, niż zdążyliśmy zauważyć. A przecież ciągle wisieliśmy na trzepaku, z tymi latawcami, przywiązanymi jak psy, czekające wiernie pod sklepem. Pamiętasz; robiłam fikołki, a chłopcy się podciągali. Pamiętam, śmialiśmy się z Mara, bo on nie chciał się podciągać, bo wolał odprowadzać tą nową, tą Rudą spod lasu. Mar-cin i Bar-ba-ra, za-ko-cha-na pa-ra! Krzyczeliśmy, choć nie wiedzieliśmy, jak się nazywa. Krzyczeliśmy, bo zawsze tak robiliśmy, bo bez Marcina nie było drużyny i nie było sensu już grać. I darliśmy się tak długo, aż Marcin poczerwieniał i uciekł, a Babcia wystawiła głowę przez okno. A ki tam licho! Co wy, dzieci jesteście? Uspokójta się tam! To przeca na całą wieś słychać, jaki wstyd! Wołała, wymachując cho- chlą, a my patrzyliśmy po sobie, gwałtownie tracąc kolory. Zupełnie, jakby tą cholerną chochlą Babcia w jakiś sposób przecięła srebrną, cienką wstążkę trzymającą nas trzy metry nad ziemią, wysoko. Pamiętam; poczułam się naga i wysoka, w swoich brudnych trampkach i za małej koszulce, na boisku, które stało zaraz przy ulicy. Poczułam się mała i śmieszna przy tych pryszczatych wyrostkach z poobijanymi kolanami. Pierdole, powiedziałeś. I poszliśmy. Babcia wołała za nami coś jeszcze, ale już tego nie słuchaliśmy, w ogóle już nic nie słyszeli - śmy. Szliśmy, środkiem ulicy, bez słowa, każdy w swoją stronę. Bo nie było sensu skradać się za żywopłotem, który był od nas niższy. Nie wypadało już wcale skakać przez siatkę, gdy obok była otwarta brama. Jedno słowo, wstyd, nagle nabrało znaczenia i urosło w oczach, to ono wyprostowało nam plecy i wciągnęło brzuchy; pęczniało, aż całkiem zasłoniło obraz. I na końcu zostało już tylko to, dziwny smak na języku, metalowy i zimny, ciążący jak brzemię, wór kamieni, który nieśliśmy w piersiach. Nagle obcy, jak latawiec powiewający za tobą, niepewnie i nisko, w chwili, gdy odwróciłam się i patrzyłam jeszcze przez chwilę na miejsce, w którym już nas nie było. Piekły mnie oczy, jakby coś je uwierało, jakby to cały świat się skurczył i kłuł. Lub skończyła się jakaś jego część, początek, którego jeszcze nie do końca rozumieliśmy. Zupełnie, jakbym w końcu stanęła pewnie na ziemi, na swoich nagich stopach; to prawie tak, jakby już umrzeć.

Tekst udostępniony dzięki uprzejmości Wydawnictwa Nisza.


Joanna Lech, „Sztuczki”


zwiń

Joanna Lech

Joanna Lech (ur. 1984) – poetka, pisarka, autorka książki Sztuczki (Nisza 2016) oraz tomów wierszy Zapaść, Nawroty, Trans i Piosenki pikinierów. Redaktorka antologii Znowu pragnę ciemnej miłości (W.A.B. 2018). Za debiutancką powieść nominowana była do Nagrody Literackiej Nike i Nagrody Literackiej Gdynia 2017. W 2007 r. została nagrodzona Grand Prix w VI konkursie im. R. M. Rilkego w Sopocie oraz nagrodą główną w XIII konkursie im. Jacka Bierezina w Łodzi.  Za tomy poetyckie nominowana do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius (2010) i Nagrody literackiej Nike (2011). Stypendystka m.in. Miasta Krakowa i krakowskiej Fundacji Grazella. Tłumaczona na język angielski, niemiecki, ukraiński, rosyjski i czeski. Od 12 lat mieszka w Krakowie, kompulsywnie podróżuje, fotografuje i czyta.

zobacz na mapie
Mapa
< przejdź do strony głównej