PL EN

Karol Bunsch

Fot. z archiwum rodzinnego

Karol Bunsch

Wawelskie wzgórze

posłuchaj
Czyta Piotr Czarnota, nagranie zrealizowane we współpracy ze Stowarzyszeniem Radiofonia.
przeczytaj
Przed bramą Św. Floriana tłum był już zwarty, bo dzień był targowy i z okolicznych wsi, Prądnika, Krowodrzy, Kawiorów i dalszych, ciągnęło wszystko, co żyło, by w mieście sprzedać owoce swej pracy: jarzyny, zboże, drób, a w zamian zaopatrzyć się w miejskie wyroby. Ciągnęli kupcy i z dalsza, bo gościniec prowadził w świat, przez Łęczycę na Pyzdry i Konin do Poznania i przez Miechów i Kurzelów do Torunia.

Pod bramą wrzask był nieopisany i ścisk taki, że przepychać się było trzeba. Krzych długo myślał, nim wparł się w tłum i zaczął przeciskać się ku bramie odsuwając ludzi potężnymi łokciami, aż zaklął niejeden. Pachołkowie miejscy uwijali się w tłumie jak pijawki w wodzie, pilnując, by przekupnie nie wykupywali przed miastem towaru, dla odprzedania go w dwójnasób drożej. Póki w Rynku wisiał kapelusz na słupie na znak targu, zakazane było, ale nigdy nie brakło takich, co zakaz obejść chcieli. Cechowi upatrywali szkodników, którzy korzystając zamętu usiłowali przemycić towary zastrzeżone cechom. Nie brakło i rzezimieszków węszących za łatwym zyskiem, nierządnych kobiet, wędrownych czeladników, rybałtów, goliardów i zwyczajnych dziadów. Nikt nie żałował gardła ni łokci i pilnujący porządku po sto rak mieć by musieli, by wszystkiemu dać radę. Mimo chłodnego dnia spoceni już byli. Co chwil nad gwar wybijał się wrzask, czy poszkodowanego na mieniu lub ciele, czy przechery jakiegoś, którego straż ciągnęła na dinghus do ukarania, nie żałując szturchańców i kopnięć.

Krzych rad by się wycofał, ale tłum mocniejszy był od niego i wparł go na zwodzony most i do murowanej bramy o podwójnej bronie, gdzie tłok był jak w beczce. Za nią już tłum wylewał się swobodniej, rozpływając się na wszystkie strony. Główna fala płynęła na Rynek, pojazdy błotnistą ulicą ze ściekiem pośrodku, piesi drewnianymi chodnikami wzdłuż domów o spadzistych dachach, szczytami zwróconych ku ulicy. Mniejsze strumienie ludzi płynęły na boki, to w Kącik pod Świętym Janem, to ku szpitalowi duchaków. Z tymi skręcił Krzych i szedł wzdłuż murów nie spiesząc się i rozglądając ciekawie dokoła.
zwiń

Karol Bunsch

ur. 22 lutego 1898 r. w Krakowie. Rodzinne mieszkanie znajdowało się w kamienicy przy ul. Retoryka 15. W wieku 17 lat zaciągnął się do Legionów Polskich Piłsudskiego i wziął udział w I wojnie światowej, a następnie w wojnie bolszewickiej (1919-1920r.). Był dwukrotnie ranny.  Skończył prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim i uzyskał tytuł doktora. Prowadził własną kancelarię adwokacką, pełniąc jednocześnie funkcję syndyka miasta Krakowa. Był wielkim miłośnikiem sportu, uprawiał lekkoatletykę i strzelectwo. Był ostatnim przed wybuchem II wojny światowej prezesem krakowskiego oddziału Towarzystwa Sportowego „Sokół”.  Jako oficer rezerwy został powołany do wojska w sierpniu 1939 r. i wziął udział w kampanii wrześniowej.

W roku 1945 wydał swoją pierwszą powieść „Dzikowy Skarb”, napisaną w latach okupacji. Następnie powstał cykl powieści piastowskich, takich jak: „Imiennik”, „Zdobycie Kołobrzegu”, „Powrotna Droga”, „Wawelskie Wzgórze” i wiele innych. Napisał też trylogię antyczną opisującą  Aleksandra Wielkiego i jego podboje.  Karol Bunsch tworzył również opowiadania (np. „O Zawiszy Czarnym Opowieść”, „Obrona Niemczy”) oraz nowele o tematyce myśliwskiej.

Zajmował się także tłumaczeniami. Tłumaczył z języka niemieckiego (Jürgen Thorwald) i angielskiego (Isadora Duncan). Karol Bunsch zmarł w Krakowie 24 listopada 1987 r. Jest pochowany na Salwatorze.

zobacz na mapie
Mapa
< przejdź do strony głównej