PL EN

Miłosz Biedrzycki

fot. Paulina Zielona

Miłosz Biedrzycki

102 uwagi o dwóch miastach

posłuchaj
Czyta Piotr Czarnota, nagranie zrealizowane we współpracy ze Stowarzyszeniem Radiofonia.
przeczytaj

          Atthinam nagaram katam mamsalohitalepanam

          yattha jara ca maccu ca mano makkho ca ohito 

          (Dhammapada)

 

miasto z krwi i kości, z mięsa i ścięgien

przemieszcza się w mieście z kamienia

to bardzo wielkim, to bardzo znowu małym

 

– tak wielkim, kiedy trzeba zdążyć w nagłej sprawie

przez tę rozpiętość, z Kurdwanowa na Widok,

z Borku na Stoki, od wyciągniętej

 

dłoni do dłoni. wszystkie mosty zakorkowane.

wesoły głos w radiu: zakorkowane na całej długości,

tak jest, do samego cmentarza;

 

– tak małym, kiedy kolejny dzień mija na dreptaniu,

na dumaniu, na bruku, na osi Grodzka–Floriańska

świat na zewnątrz Plant się nie liczy

 

atomy na zewnątrz tej krwi się nie liczą

te wewnątrz się jeszcze liczą – i nie mogą doliczyć

trzeba im pilnie dorzucić sprytnych małych molekuł

 

ale o to już zadba Diler. ten punkt

(w rozszczepieniu między św. Florianem,

mrużącym oczy z wysoka – i Hamburgerem, z niska)

 

kiedy rezygnuje się nawet z dreptania:

tu miasto jest najmniejsze. ściąga się do punktu.

największe jest. krew rozpierzcha się gdzieś po galaktykach

 

to miasto jest bardzo małe. tych kilka willi

z których wyraźnie widać: nawet sąsiedzi (też

Salwator, tyle, że koło pętli) to ci z dołu

 

o reszcie już nie mówiąc. bardzo jest wielkie:

do oświetlonego przystanku jeszcze z siedem

pasm górskich i siedem wąwozów między blokami

 

na szczęście dzieci Kazimierzowskiego z pałami,

Złotego Wieku z gwoździami, Oświecenia z kosami,

Piastów z baterflajami, dzieci Bohaterów Września

 

na sportowo, z nagimi tylko glanami – nie dojrzały

cię jeszcze. możesz sobie pogratulować

i zanucić w duchu. bo to miasto jest bardzo muzyczne

 

* * *

 

kiedy smyczki rzewnieją w pianissimo

przez stiuki naraz przedziera się zgrzyt tak straszliwy

jakby jakiegoś mechanicznego Marsjasza

 

obdzierali z żelaznej skóry. tylko ci nowi

i niezbyt jeszcze kulturalni zrywają się – dalej rozglądać się,

kombinować. bywalcy z wyrozumiałym uśmiechem:

 

to tylko dwudziestka jedynka skręca w Zwierzyniecką. obyczaj tak stary,

jak srebrny kurek (marszałek Foch wyrywał go przerażonemu

królowi w kontuszu, prywatnie mistrzowi cukierniczemu,

 

myślał, że kolejny prezent dla niego – wiadomo,

widać, że nie z Krakowa, nawet nie z Huty); jak ziejący

propanem-butanem Smok i puszczanie wianków

 

w ulewie światła i muzyki z sześciu scen naraz.

tymczasem w piwnicach trwa pyszna zabawa: ta noc

do innych niepodobna (to nic, że podobna) przy nieśmiertelnym

 

kontuarze. jest głośno, muzycznie, wentylacja

nie działa, ale kto by myślał o tym. kiedy rodzi się

nowy projekt, nowa grupa, nowa sztuka i tak! nowe pieniądze

 

a jeszcze ustawiają te halogeny, blindy, kamery

wyprostować się, wyglądać godnie, mówić ze swadą,

nawet jeśli nie do rymu. może zauważą, rozpoznają,

 

dzisiaj ćma barowa, jutro prezenterka, takie cuda

przecież się zdarzają. Krzemionki–Łęg–Rybitwy,

złoty trójkąt czeka, złote światło i telewizyjny wdzięk

 

Rybitwy–Krzemionki–Łęg...

miasto z mięsa, ze ścięgien i kości

mruży oczy i zdziwione wynurza się w świt.

 

niemi ludzie szurają podeszwami w stronę pierwszej zmiany

w szarym chłodzie ruszają z odrętwienia tramwaje

miasto z kamienia tuli do bruku dzieci nieudane

 

* * *

 

tymczasem na piętrze trwa stonowana, niemniej

pyszna zabawa: gorsy, żorżety, fraki,

rozmowy państwowej wagi. żarty żartami

 

ale mówię wam, że tym razem w końcu wygramy

musimy wygrać. to przecież niemożliwe

żeby ten absurd, przypadek, artefakt powtórzył się

 

raz jeszcze. przecież etyka, przecież estetyka,

ekonomia, klasa i poetyka. przy nas, przy nas, moi mili.

miasto z kamienia słucha i stoi. a gdyby mogło

 

tarzałoby się ze śmiechu po swych własnych brukach.

ci z piwnicy i ci z piętra ze sobą nie rozmawiają

(chociaż nie jest tak, że się nie znają

 

w tak małym miasteczku – od dłoni do dłoni,

od Bagateli do Poczty – wszyscy się znają

i wspólnych krewnych mają)

 

a są jak bracia i siostry. jak jednojajowe bliźnięta

z roziskrzonymi od – teraz się uda! – planów oczami

gdy jeszcze jedna noc osuwa się w świt – gadają, gadają, gadają

 

szlag! lud znów wybrał nie tak. shit! znów nie wyszło

tak cool i tak lajtowo jak się umawialiśmy

z Zuzą, Piotrem i Olą. z sojusznikami w Radzie.

 

ze ścięgnami, kośćmi i z mięsem. z kamieniem i brukami.

czy to ołów z rur wydechowych sprawia, że jesteśmy

jak obywatele późnego, bardzo późnego Rzymu?

 

czy to jurajski ząb smoczy w zębodole

Wawelu – Skałki – Zakrzówka – Krzemionek – Płaszowa

zahacza o język, szarpie tkankę, sprawia

 

że przytupujemy w krakowiaku bez końca, bez końca

zapinacz hakowy z referentem, sklepowa z radczynią

a wszyscy artyści, wszyscy myśliciele?

 

* * *

 

miasto z kości i krwi przewraca się w niespokojnym śnie

miasto z kamienia, małe jak jajko, spoczywa w listowiu

(jak chce poeta z Litwy, pardon, z ul. Bogusławskiego)

 

pod wyższą wieżą, brata zawistnego – i pod, zabitego, niższą

zamiast fiakrów stoi zakrzepłe dudnienie z Jaszczurów

spóźniona polewaczka brnie przez wielką taflę rtęci: Rynek,

 

Szeroką, Rynek Dębnicki, Rynek Podgórski, Plac Centralny

przez osiedlowe placyki z nasturcjami i marchwią

przez aleje klatki piersiowej, zaułki palców, bruk tego wiersza –

zwiń

Miłosz Biedrzycki

(ur. 1967) poeta, tłumacz, geofizyk.

Znany również jako MLB, Biedrzycki należał do środowiska „Brulionu” i współtworzył polski o'haryzm. Jest autorem kilkunastu tomików poetyckich, m.in. OO (1994) i Porumb (2013). Jego twórczość była nagradzana m.in. Grand Prix Konkursu na Brulion Poetycki w 1993 r. oraz Nagrodą „Czasu Kultury” w 1994 r. Wszystkie wiersze autorstwa MLB można znaleźć na stronie internetowej pisarza.

Biedrzycki urodził się w rodzinie polsko-słoweńskiej. Jego matka jest tłumaczką literatury słoweńskiej, a jego wujem jest słoweński poeta Tomaž Šalamun, którego wiersze MLB tłumaczył na język polski. Przekładał także, razem z Ewą Chruściel, wiersze Jorie Graham i Lorie Swenson. Z kolei jego teksty ukazywały się w językach: słoweńskim, włoskim, niemieckim, hiszpańskim, katalońskim, czeskim, rosyjskim i angielskim.

Z wykształcenia i zawodu jest geofizykiem, absolwentem krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej. Wykłada także w Studium Literacko-Artystycznym UJ — krakowskiej „szkole pisarzy”. (mj)

zobacz na mapie
Mapa
< przejdź do strony głównej