PL EN

Roma Ligocka

Fot. P. Piotrowski

Roma Ligocka

Dziewczynka w czerwonym płaszczyku

posłuchaj
Czyta Maja Ostaszewska, nagranie udostępnione dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego
przeczytaj
Współpraca Iris von Finckenstein, tłumaczenie Katarzyna Zimmerer. Fragment udostępniony dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego

W getcie jest zawsze zimno, lodowato zimno, i to zarówno w domu, jak i na dworze. W mieszkaniu jest tylko jeden piec kuchenny dla wszystkich, a węgla ciągle brakuje. Na ulicach leży śnieg. W getcie nie ma lata, w ogóle nie ma tu pór roku i słońce też tu nie świeci. Wszystko jest zawsze ciemne i szare. Getto ma cztery wielkie bramy. Przez te bramy nie wolno nam przechodzić. To jest surowo zabronione. Główną ulicą jeździ tramwaj numer 3. Do tego tramwaju nie wolno nam wsiadać. To jest też surowo zabronione. Dlatego ten tramwaj wcale się u nas w getcie nie zatrzymuje, tylko po prostu tędy przejeżdża. Siedzący w nim ludzie, milcząc, wyglądają przez zamarznięte szyby i przypatrują się nam. Raz jakiś chłopiec rzucił nam z okna pod nogi kilka bochenków chleba. Stoimy na ulicy i marzniemy. Jest nas bardzo, bardzo dużo. Wszędzie jest mnóstwo ludzi. Niektórzy mają wielkie psy, noszą broń i pilnują. Według własnych zachcianek strzelają do innych, mogą też strzelić do mnie. Tymi innymi jesteśmy my. Żydzi. Musimy czekać, ciągle czekać.

Ci z bronią mają złote guziki i czarne, błyszczące buty, które skrzypią na śniegu, kiedy maszerują. Najczęściej jednak tak strasznie wrzeszczą, że tego skrzypienia wcale nie słychać. Oni wrzeszczą, a my jesteśmy posłuszni. Ten, kto ich nie słucha, zostaje zabity. Wiem o tym dobrze, choć jestem jeszcze bardzo mała. Tak mała, że tym mężczyznom w błyszczących butach sięgam mniej więcej do kolan. Kiedy jeden z nich stoi koło mnie i słyszę z bliska trzeszczenie jego oficerek, a tuż obok mojej głowy dyszy psia morda z ostrymi zębami, mam nawet wrażenie, że jestem jeszcze mniejsza niż zwykle. W takich razach próbuję stać się niewidzialna. Czasem nawet mi się to udaje, a wtedy rozpuszczam się i zlewam w jedno z lodowatym wiatrem, z wrzaskiem i z zimną, drobną dłonią mojej babci. Trzyma mnie mocno, ale mnie z nią wcale nie ma. Dawno już opuściłam moje ciało.

Babcia jest zawsze. Kiedy kończy się czekanie, prowadzi mnie z powrotem do kuchni i zdejmuje ze mnie mój czerwony płaszczyk. To jest przepiękny płaszczyk z kapturem z czerwonej, miękkiej wełny. Sama mi go uszyła. Babcia rozgrzewa drobnymi, zimnymi dłońmi moje stopy, których już od dawna nie czuję. Sadza mnie na stole i miesza w stojącym na piecu garnku. Potem wraca z miską, w której pływa parująca bryja z małymi grudkami. Chce mnie nakarmić. Odwracam głowę. Bryja jest ohydna, grudki są obrzydliwe. Nie chcę tego jeść, jest mi niedobrze. Ludzie klną. Parna kuchnia pełna jest obcych, głośnych ludzi; pocących się, śmierdzących ciał. Jakiś mężczyzna wyrywa babci miskę z ręki i jednym haustem wypija zupę. Babcia nie odzywa się ani słowem. Siada przy maszynie do szycia i zaczyna terkotać. Jestem zadowolona z tego, że ten pan zjadł to ohydne świństwo. Teraz na szczęście już nic dla mnie nie zostało.

Współpraca Iris von Finckenstein, tłumaczenie Katarzyna Zimmerer. Fragment udostępniony dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego
zwiń

Roma Ligocka

(ur. 1938) – malarka, pisarka, felietonistka. Urodziła się w Krakowie w rodzinie żydowskiej. Część wojny przeżyła w getcie, z którego udało się jej uciec, po czym wiele miesięcy ukrywała się u polskiej rodziny. Jej książka Dziewczynka w czerwonym płaszczyku (2001) zyskała światowy rozgłos, a prawa do jej ekranizacji zakupiło Hollywood. Inspiracją do jej napisania stał się film Lista Schindlera, w którym w jednej z bohaterek rozpoznała samą siebie sprzed lat. Autobiograficzna powieść to przejmujący opis życia w podgórskim getcie i okupowanym Krakowie. Autorka opisuje także swoje powojenne losy – studia na ASP, życie krakowskiej cyganerii, przyjaźń z Piotrem Skrzyneckim i Ryszardem Horowitzem oraz relacje ze swoim kuzynem, Romanem Polańskim. (ms)
zobacz na mapie
Mapa
< przejdź do strony głównej