PL EN

Maszyna Konstruktora Trurla

Maszyna Konstruktora Trurla

Maszyna Konstruktora Trurla

posłuchaj
czyta Katarzyna Gorgoń-Bozik
przeczytaj
Fragment udostępniony dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego.
Konstruktor Trurl sporządził raz maszynę, która umiała robić wszystko na literę n. Kiedy była gotowa, na próbę kazał jej zrobić nici, potem nanizać je na naparstki, które też zrobiła, następnie wrzucić wszystkie do sporządzonej nory, otoczonej natryskami, nastawniami i naparami. Wykonała polecenie co do joty, ale ponieważ nie był jeszcze pewny jej działania, kolejno musiała zrobić nimby, nausznice, neutrony, nurty, nosy, nimfy i natrium. Tego ostatniego nie umiała, i Trurl, bardzo zmartwiony, kazał się jej tłumaczyć.
– Nie wiem, co to jest - wyjaśniła. – Nie słyszałam o czymś takim.
– Jak to? Ależ to sód. Taki metal, pierwiastek...
– Jeżeli nazywa się sód, jest na s, a ja umiem robić tylko na n.
– Ale po łacinie nazywa się natrium.
– Mój kochany – rzekła maszyna – gdybym mogła robić wszystko na n we wszelkich możliwych językach, byłabym Maszyną Która Może Wszystko Na Cały Alfabet, bo dowolna rzecz, w jakimś tam obcym języku na pewno nazywa się na n. Nie ma tak dobrze. Nie mogę robić więcej, niż to wymyśliłeś. Sodu nie będzie.
– Dobrze – zgodził się Trurl i kazał jej zrobić niebo. Zrobiła zaraz jedno, niewielkie, ale zupełnie niebieskie. Zaprosił wtedy do siebie konstruktora Klapaucjusza, przedstawił go maszynie i tak długo wychwalał jej nadzwyczajne zdolności, aż ów rozgniewał się skrycie i
poprosił, aby i jemu wolno było coś jej rozkazać.
– Proszę bardzo – rzekł Trurl – ale to musi być na n.
– Na n? – rzekł Klapaucjusz. – Dobrze. Niech zrobi naukę.
Maszyna zawarczała i po chwili plac przed domostwem Trurla wypełnił się tłumem naukowców. Wodzili się za łby, pisali w grubych księgach, inni porywali te księgi i darli je na strzępy, w dali widać było płonące stosy, na których skwierczeli męczennicy nauki, tu i ówdzie coś hukało, powstawały jakieś dziwne dymy w kształcie grzybów, cały tłum gadał równocześnie, tak że słowa nie można byłe zrozumieć, od czasu do czasu układając memoriały, apele i inne dokumenty, w odosobnieniu zaś, pod nogami wrzeszczących, siedziało kilku samotnych starców i bez przerwy maczkiem pisało na kawałkach podartego papieru.
– No co, może złe?! – zawołał z dumą Trurl. – Wykapana nauka, sam przyznasz!
Ale Klapaucjusz nie był zadowolony.
– Co, ten tłum to ma być nauka? Nauka to coś całkiem innego!
– Więc proszę, powiedz co, a maszyna zaraz to zrobi! – obruszył się
Trurl. Ale Klapaucjusz nie wiedział, co powiedzieć, więc oświadczył, że postawi maszynie jeszcze dwa inne zadania, a jeśli je ona rozwiąże, uzna, że jest taka, jak ma być. Trurl przystał na to i Klapaucjusz rozkazał, aby zrobiła nice.
– Nice! – wykrzyknął Trurl. – Słyszał kto coś takiego, co to są nice?!
- Ależ jak to, druga strona wszystkiego - odparł Klapaucjusz
spokojnie. - Nicować, przewracać na podszewkę, nie słyszałeś o tym? No, no, nie udawaj! Hej, maszyno, bierz się do roboty!
Maszyna jednak działała już od dobrej chwili. Zrobiła najpierw antyprotony, potem antyelektrony, antyneutrina, antyneutrony, i tak długo pracowała, nie ustając, aż natworzyła bez liku antymaterii, z której zaczął się z wolna, podobny do dziwnie błyszczącej chmury w niebie, formować anty świat.
– Hm – rzekł bardzo niezadowolony Klapaucjusz - to mają być nice?
Powiedzmy, że tak... Dajmy na to, dla świętego spokoju... Ale oto trzeci rozkaz: Maszyno! Masz zrobić Nic!
Maszyna przez dłuższy czas w ogóle się nie ruszała. Klapaucjusz jął zacierać z zadowolenia ręce, Trurl zaś rzekł:
– O co ci chodzi? Kazałeś jej nic nie robić, więc nic nie robi!
– Nieprawda. Kazałem jej zrobić Nic, a to co innego.
– Też coś! Zrobić Nic a nie zrobić nic – znaczy jedno i to samo.
– Skądże! Miała zrobić Nic, a tymczasem nie zrobiła nic, więc wygrałem. Nic bowiem, mój ty przemądrzały kolego, to nie takie sobie zwyczajne nic, produkt lenistwa i niedziałania, lecz czynna i aktywna Nicość, to jest doskonały, jedyny, wszechobecny i najwyższy Niebyt we własnej nieobecnej osobie!
– Zawracasz głowę maszynie! – krzyknął Trurl, lecz naraz rozległ się jej spiżowy głos: 
- Przestańcie się kłócić w takiej chwili! Wiem, co to Niebyt, Nicość, czyli Nic, ponieważ te rzeczy należą do klucza litery n, jako Nieistnienie. Lepiej po raz ostatni przyjrzyjcie się światu, bo wnet go nie będzie...
Słowa zamarły na ustach rozjuszonym konstruktorom. Maszyna w samej rzeczy robiła Nic, a to w ten sposób, że kolejno usuwała ze świata rozmaite rzeczy, które przestawały istnieć, jakby ich w ogóle nigdy nie było. Usunęła już natągwie, nupajki, nurkownice, nędzioły, nałuszki, niedostópki i nędasy. Chwilami wydawało się, że zamiast redukować, zmniejszać, wyrzucać, usuwać, unicestwiać i odejmować - powiększa i dodaje, ponieważ zlikwidowała po kolei niesmak, niepospolitość, niewiarę, niedosyt, nienasycenie i niemoc. Lecz potem znowu zaczęło się robić wokół patrzących rzadziej.
Fragment udostępniony dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego.
zwiń

Maszyna Konstruktora Trurla

Konstruktor Trurl stworzył maszynę myślącą i mówiącą, ale jej zdolności intelektualne postanowił sprawdzić banalnym zadaniem matematycznym - ile to dwa plus dwa? Mimo, że maszyna potrafiła myśleć, mówić, sprzeciwiać się, podejmować decyzje i obrażać się, na pytanie o to, ile to dwa plus dwa, odpowiedziała: „Siedem!”. Konstruktor Trurl próbował przekonać ją, że prawidłowa odpowiedź brzmi „dwa”, ale maszyna nadal upierała się przy siedmiu. Za niepoprawne odpowiedzi konstruktor kopnął ja kilkakrotnie, co rozwścieczyło maszynę, która postanowiła wyrwać się z podłogi, do której była przymocowana, by dopaść Trurla za wszystkie ciosy, które jej wymierzył. Jak pokazuje ta historia, maszyna potrafiła zrobić prawie wszystko – nawet się uwolnić – ale nie znała odpowiedzi na pytanie, ile to dwa plus dwa. (bo)

Stanisław Lem (1921 – 2006) Trudno wyobrazić sobie Kraków, w którym nigdy nie mieszkałby Stanisław Lem, jeden z największych twórców literatury fantastyczno-naukowej, a także filozof, publicysta i eseista. Jego twórczość, rozbudowana, różnorodna i niezgłębiona w skali niemal kosmicznej, ma fanów na całym świecie. Urodził się we Lwowie, który do końca pozostał jego ukochanym miastem. Kraków, w którym zamieszkał jako repatriant, jest w głównym nurcie twórczości pisarza praktycznie nieobecny. W roku 1946, po opuszczeniu rodzinnego Lwowa, zamieszkał z rodzicami przy ulicy Śląskiej. Studiował wówczas na Wydziale Lekarskim UJ. Jednak nie przystąpił do absolutorium (1948), co przesądziło o jego dalszym losie literata, gdyż od wielu miesięcy publikował już w prasie. Kolejne miejsca zamieszkania pisarza to Krupnicza 22 (Dom Literatów) i kamienica przy ulicy Bonerowskiej – pierwsze wspólne lokum Barbary i Stanisława Lemów. Pod koniec lat 1950. nastąpiła „wymuszona” przez Barbarę Lem przeprowadzka na Kliny. W niewielkim, świeżo wzniesionym domu przy ulicy Narwik mieszkał aż do lat 80. Wówczas przy tej samej ulicy wybudował nowy dom, gdzie mieszkał już do śmierci. Stanisław Lem został pochowany na cmentarzu Salwatorskim 4 kwietnia 2006 r.(ezp)

zobacz na mapie
Mapa
< przejdź do strony głównej