PL EN

Stanisław Przybyszewski

Fotografia przekazana dzięki uprzejmości Narodowego Archiwum Cyfrowego

Stanisław Przybyszewski

Synowie ziemi

posłuchaj
Czyta Bronisław Maj, nagranie zrealizowane we współpracy ze Stowarzyszeniem Radiofonia
przeczytaj

 Z ciemnej pomroki wyłaniały się Sukiennice i szlachetne linie kościoła Maryackiego. Jakaś dziwna czystość, odświętna białość Zielonych Świątek zaległa uroczystym, rozmodlonym czarem na Rynku. Stał przy oknie i patrzał długo na tę jasnofioletową, pełną tajemnego uroku, mszę poranną świtu. Obiegł myślą całe miasto. Smutny a wyniosły Wawel, taki w sobie skupiony, hardy i ponury, jak człowiek w którym się całe życie załamało. Wkulony w siebie, cichy i do ziemi przykucnięty kościół św. Krzyża. Taki cichy, a taki wmyślony w swoje błogie szczęście — ten cudowny kościół, ta „Victoria regia“ kościołów, co w cichej nocy rozkwita i zdumiona patrzy, jak się liście rozrastają, rozchylają, a z ich łona wystrzela nagle mistyczny kielich kwiatu. I kościół św. Katarzyny, rozpostarty na ziemi, gdyby dąb, strasznym huraganem wraz z korzeniami z ziemi wyrwany. I kościół Bożego Ciała, jak jedna, twarda, nieubłagana brama raju, przed którą, zda się, stoi Anioł z mieczem płomiennym. Obiegł duszą dokoła to białe miasto, tę skarbnicę wspaniałej, królewskiej przeszłości. Teraz się tu rozpanoszyli kramarze i profesorzy, i ukryta, tchórzliwa rozpusta, i głupia hipokryza — a wokół płynęła Wisła, leniwo, powoli — bo ma czas, ma czas! — płynęła i ziała zarazą malaryi na to wspaniałe miasto. Wszędzie malarya! Malarya we krwi i tkankach wynędzniałego żebractwa i żydowstwa, malarya w mózgu i nerwach tych niezdolnych do życia neurasteników, którzy się kiedyś chmarą do niego cisnęli, malarya w sercach obłudnego, rozpustnego mieszczaństwa, o małej a niechlujnej duszy. Zdawało mu się, że całe miasto zarażone było tą szatańską malaryą. Widział ją w białkach oczu profesora, co z całym spokojem rozwijał tezę, kto ciągnie świnię na targ, powróz czy człowiek? Widział ją na pargaminowej skórze księdza, który był współtowarzyszem i współwinowajcą jakiegoś hrabiego, oskarżonego o nieczystą zbrodnię — malarya niszczyła całe pokolenie wykolejonych i wydziedziczonych, którzy, by żyć, dawali się używać w pokątnej prasie do najwstrętniejszych brudów.  Zaśmiał się smutnie.  Malarya! malarya! I jemu jad choroby poprzegryzał duszę, ręce opadły, a serce boli, boli... Wszystko w tym wielkim relikwiarzu psuł i niszczył ten jad — najszlachetniejsze zapędy, najgorętsze porywy i uniesienia.  A wokół płynęła stara Wisła „srebrną wstęgą“ — płynęła leniwie i powoli i ziała zarazą na miasto.  Jakiś straszny smutek wypełniał po brzegi jego duszę.  Szatan okrążał to miasto.

(Synowie ziemi, Warszawa 1929, t I, s. 31)

zwiń

Stanisław Przybyszewski

(1868-1927) – poeta i dramaturg, najbardziej znany przedstawiciel krakowskiej cyganerii. Przez wiele lat związany z Berlinem, gdzie mieszkał wraz ze swoją żoną Dagny, bohaterką licznych skandali towarzyskich w całej Europie. W 1898 roku przeniósł się do Krakowa, gdzie skupił wokół siebie silną grupę artystów-dekadentów. Dzieci szatana, jak szybko zaczęto ich nazywać, przesiadywały w kawiarni „Teatralnej” przy ulicy Szpitalnej. Wstęp do niej mieli wyłącznie przedstawiciele cyganerii. Zapewne było to bezpośrednim powodem szybkiego bankructwa właściciela lokalu. (ms)

 

zobacz na mapie
Mapa
< przejdź do strony głównej