PL EN

Szczepan Twardoch

Fot. Magda & Michał Kryjakowie

Szczepan Twardoch

Wieczny Grunwald

posłuchaj
Czyta Piotr Czarnota, nagranie zrealizowane we współpracy ze Stowarzyszeniem Radiofonia.
przeczytaj
Fragment udostępniony dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego.

W  Przedwiecznym Grunwaldzie w  Krakowie biły największe serca Matki Polski i  serca największych aantropów, i  dawnych Polaków, które tłoczyły Krew Matki Polski pospołu z  innymi sercami, w  jednym krwiobiegu: a  więc serce aantropicznego Słowackiego pompuje Krew i  serce aantropicznego Mickiewicza, i  generała Andersa aantropicznego pompuje Krew, i  Norwida, i  Piłsudskiego, i  Dmowskiego, i  Witosa, i  Juliana Tuwima, chociaż niby żydowskie serce, ale nikt o  tym nie pamięta i  też pompuje Krew,  i  Szymanowskiego serce pompuje, i  Miłosza, i  Naszego Papieża  Polaka serce pompuje Krew, i  to nie są oni dokładnie, to są ich aantropiczne analogi i  tysiące innych serc pompują Krew w  wielkiej Krypcie Zasłużonych, przez której środek płynie Wisła, i  w  krypcie mieszczą się podziemia Wawelu, Skałki i  Tyńca, a  nad nimi rozrasta się Zamek z  szarych bloków piaskowca, Zamek o  ciepłych murach.

Potem jechałem samochodem z  lotniska na Wawel, potem wszedłem, pamiętam, na kwatery Franka, wyciągnąłem rękę w  Deutscher Gruß, Frank odpowiedział skinieniem pomarszczonej, sępiej głowy, a  ja włożyłem rękę do kieszeni, wyciągnąłem glocka i  zacząłem strzelać do Franka, i  wystrzelałem cały magazynek, i  zapadł się władca polskiej marchii bezwładnie w  swoim wózku  inwalidzkim, i  lał się fizjologiczny roztwór soli z  podziurawionych worków kroplówki. Zmieniłem magazynek i  zastrzeliłem sekretarkę, żeby przestała wrzeszczeć – a  wrzeszczała po polsku  – potem zobaczyłem adiutanta, który wpadł do komnaty, słysząc łomot przewracanego krzesła, i  adiutanta też zastrzeliłem. Potem  przypomniałem sobie o  starym  zwyczaju i  głośno powiedziałem:

– W  imieniu Rzeczypospolitej – po czym wypuściłem z  ręki pistolet  i  spadł na dywan, a  ja wyszedłem i  nikt mnie nie zatrzymywał,  i  minąłem miejsce, w  którym w  dwa tysiące dwunastym  roku obudziliśmy Zmeja Wawelskiego.

Zmeja, który był Czarnym Bogiem i  spał, zwinięty, miedzianołuski pod wawelską skałą – a  był to rok dwa tysiące dwunasty. Odkopaliśmy go przypadkiem pod naszą siłownią naprzeciwko Wawelu: robiliśmy remont i  Chudy usłyszał głuchy dźwięk pod podłogą, więc rozwaliliśmy podłogę, spodziewając się hitlerowskich skarbów, bo jakoś nam się to tak uniwersalnie łączyło,  że jak skarby, to hitlerowskie, a  potem wleźliśmy do czegoś,  co było tylko małym zagłębieniem pod podłogą, ale były tam  stare cegły i  trzeba było zacząć kopać.

Wtedy Chudy dał mi plaskacza w  kark i  kazał kopać, więc zacząłem. Byłem zwykłym hoolsem i  miałem jeden cel w  życiu: być  z  nimi, być w  tej prawdziwej bojówce Cracovii, dostać firmową  bluzę i  być taki jak oni. A  oni to wiedzieli, wyczuwali tę  moją determinację i  wyczuwali, że było jej za dużo, i  wiedzieli to,  czego ja  nie wiedziałem: zbyt mocno mi zależy, zbyt jestem pokorny, więc  zawsze będę się mógł obok nich kręcić, ale nigdy nie  będę jednym z  nich. (...)

Więc kopałem, kopałem i  inni kopali, i  w  końcu odkopaliśmy jego  miedzianne cielsko, i  zaczęliśmy wrzeszczeć ze strachu, jak dzieci na  horrorze, i  wtedy Zmej przemówił:

– Stranno rieszczeta. Nie imam nynie ischoda ot togo mesta. Wiedita mene bole otrokowic a  sotworu wy niepoborima. Idita.

I  na początku był oczywiście problem z  porozumieniem, ale w  końcu się udało, my przynosiliśmy mu dziewice w  ofierze, które on pożerał, ale braliśmy Cyganki brudne, jemu było obojętnie, a  nam  jakoś głupio było dawać nasze dziewczyny, w  każdym razie on  je pożerał, a  nas uczynił niezwyciężonymi.

I  nie baliśmy się już psiarni ani wiślackiej, ani policji, więc najpierw pozabijaliśmy wszystkich kibiców Wisły i  gadali o  nas we  wszystkich wiadomościach, i  nawet żandarmerię wojskową wysłali na ulice, a  potem pozabijaliśmy wszystkich policjantów i  wszystkich żandarmów, i  mówili już o  nas nawet w  CNN i  NBC, i  BBC,  a  żony i  córki psów złożyliśmy Zmejowi w  żertwie, a  potem była  wielka wojna, a  ja ciągle nie byłem prawdziwą elitą, więc w  końcu pozabijałem ja moich braci, bo Zmej mi kazał, a  potem, w  świecie, który już płonął cały, wszedłem do katedry wawelskiej i  otwarłem grób mojego ojca, króla Kazimira, zdjąłem jego koronę, założyłem ją sobie na głowę i  splunąłem na jego truchło, a  potem Zmej  mnie pożarł  (...)

Fragment udostępniony dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego.
zwiń

Szczepan Twardoch

(ur. 1979) pisarz, publicysta, laureat Paszportu Polityki.

Studiował filozofię i socjologię na Międzywydziałowych Indywidualnych Studiach Humanistycznych na Uniwersytecie Śląskim. Zaczął pisać literackie fikcje, jak twierdzi, ponieważ jego wiedza o rewolucji francuskiej przerastała ramy pracy magisterskiej. Otrzymywał wiele nagród za swoje opowiadania i powieści, m.in. za Obłęd rotmistrza von Egern czy Rondo. Powieść Przemienienie została w 2010 r. przetłumaczona na język francuski.

Jego największym dotąd sukcesem literackim była Morfina, opublikowana w 2012 r. Otrzymał za nią Paszport Polityki. Powieść opowiada o losach uzależnionego od tytułowej używki mężczyzny, który we wrześniu 1939 r. musi rozwikłać zagadki swojej polsko-śląsko-niemieckiej tożsamości.

Szczepan Twardoch uważa się za Ślązaka. Mieszka w Pilchowicach w powiecie gliwickim. Twierdzi, że lubi wymyślać historie, ale nie znosi ich pisać. Jest współautorem poradnika Sztuka życia dla mężczyzn, w którym doradza m.in., jak dobrać skarpetki do butów. (mj)

zobacz na mapie
Mapa
< przejdź do strony głównej